Żyjemy od ekstremum do ekstremum. Prof. Dawid Szatten o powodziach błyskawicznych

Dawid Szaten pozuje do zdjęcia. W tle budynek śluzy. Obok logo Radia PiK

Jednego dnia martwimy się niedoborem wody w rzekach, a po kilkudziesięciu minutach intensywnego deszczu obserwujemy zalane ulice. O powodziach błyskawicznych, znaczeniu retencji oraz przygotowaniu miast na gwałtowne opady mówił w Polskim Radiu PiK dr Dawid Szatten, prof. uczelni z Wydziału Nauk Geograficznych UKW.

Po raz drugi w lipcu mieszkańcy Bydgoszczy obserwowali skutki intensywnych opadów. Woda zalała fragmenty ulic, pojawiła się w rejonie Galerii Rondo i na Wyspie Młyńskiej, a niektóre miejskie obiekty musiały zostać czasowo zamknięte. W audycji „Pytać każdy może” eksperci zastanawiali się, czy do takich sytuacji musimy się przyzwyczaić i jak ograniczać ich konsekwencje.

Żyjemy od ekstremum do ekstremum – zauważył dr Dawid Szatten, prof. uczelni. Jeszcze niedawno dyskusja dotyczyła możliwych wezbrań wiosennych, obecnie coraz częściej mówimy o niedoborze wody w Wiśle i innych polskich rzekach. Jednocześnie wystarczy krótkotrwały, ale bardzo intensywny opad, aby w mieście pojawił się chwilowy nadmiar wody i lokalne podtopienia.

Jak wyjaśniał hydrolog z UKW, podczas deszczu nawalnego woda spływa po powierzchniach o bardzo różnych właściwościach. Utwardzone tereny działają niemal jak szkło, ale przy tak dużej intensywności opadu również powierzchnie zielone nie są w stanie przyjąć całej wody. Znaczna jej część szybko trafia do kanalizacji, zbiorników i ostatecznie do Brdy.

Jednym z najważniejszych sposobów ograniczania gwałtownego odpływu jest retencja. Pozwala ona zatrzymać wodę w miejscu, w którym spadła, lub przynajmniej spowolnić jej drogę do kanalizacji i rzek. Ma to znaczenie nie tylko podczas ulewy. Woda, która szybko opuszcza lokalną zlewnię, przestaje być dostępna w okresach suszy i niedoboru opadów.

Ekspert UKW zaznaczył jednak, że nie da się zatrzymać całej wody. Założenie, że dzięki różnym działaniom retencyjnym uda się zagospodarować 10 proc. opadów, uznał za bardzo optymistyczne. Jego zdaniem sukcesem byłoby już osiągnięcie poziomu 5 proc. Nie oznacza to jednak, że pojedyncze inwestycje są pozbawione znaczenia. Zbiorniki retencyjne, ogrody deszczowe, tereny zielone czy gromadzenie deszczówki na prywatnych posesjach składają się na większy system.

Każde działanie na każdym szczeblu jest niezwykle istotne i przyczynia się do tego, że jesteśmy nieco bardziej bezpieczni z punktu widzenia zjawisk ekstremalnych. Nigdy nie będziemy jednak bezpieczni w stu procentach – podkreślił prof.  Szatten.

W ocenie naukowca coraz więcej samorządów i instytucji odchodzi od nadmiernego uszczelniania przestrzeni. Projekty wykorzystujące zieloną i niebieską infrastrukturę mają zatrzymywać wodę w zlewni, spowalniać jej odpływ oraz ograniczać zagrożenie dla mieszkańców. Im więcej deszczówki uda się zatrzymać tam, gdzie spadła, tym mniejsze będzie obciążenie miejskiej kanalizacji podczas kolejnej ulewy.

W audycji Magdy Jasińskiej uczestniczyli również Stanisław Drzewiecki, prezes Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Bydgoszczy, Paulina Olszewska z Urzędu Miasta Torunia oraz klimatolog Rafał Maszewski. Całej rozmowy z 30 lipca 2026 r. można wysłuchać na stronie Polskiego Radia PiK.