Kości będą trzeszczeć – rozmowa z Rafałem Walczakiem, trenerem szczypiornistów AZS-u UKW Bydgoszcz
Piłkarze ręczni AZS-u UKW Bydgoszcz już 7 września zainaugurują nowy sezon rozgrywek I ligi. Na tydzień przed pierwszym spotkaniem rozmawiamy z trenerem Akademików, Rafałem Walczakiem o przygotowaniach do nowego sezonu i założeniach na najbliższe miesiące.
Przejmował Pan zespół w końcówce poprzedniego sezonu w bardzo trudnym momencie, kiedy AZS znajdował się w dole tabeli. Co zadecydowało, że Pan w ogóle trafił do Bydgoszczy?
Myślę, że to, że ja tutaj trafiłem to jest zbieg pewnych okoliczności, ale też ludzie, którzy tutaj w piłce ręcznej działają. Szybko nawiązaliśmy bliższy kontakt, choć znamy się z rozgrywek mastersów czy z innych miejsc w Polsce, niekoniecznie z Bydgoszczy. Raczej nie było takiego planu, że ma się trener zmienić, bo miało być troszeczkę inaczej w zeszłym sezonie. Wyniki spowodowały to, że do końca nie było wiadomo, czy zespół się utrzyma, dlatego postanowiłem w końcówce wspomóc Bydgoszcz. Nie było jednak też takiej pewności, że to nie jest magiczna rączka i zespół gra od razu lepiej, ale udało się wywalczyć utrzymanie i teraz chcemy grać troszeczkę lepiej.
Jak wyglądają przygotowania do nowego sezonu?
Zaczęliśmy 4 sierpnia, już zawodnicy byli po 10 dniach indywidualnych przygotowań. Za nami jeden sparing i jeden rozegrany turniej. Myślę, że to wystarczy, bo czasem za dużo grania to jest też większe zmęczenie, a ta liga jest dosyć długa i wymagająca. Zawodnicy ciężko pracowali, realizowaliśmy dwa treningi dziennie, a tak to się trenuje w Superlidze. Chłopaki podjęli ten wysiłek i większość z nich, można powiedzieć, dała radę w stopniu dobrym.
W tym roku będzie Pan dysponował dość szerokim składem. Jak ocenia Pan możliwości tego zespołu?
Mamy dwóch zawodników z doświadczeniem wyniesionym z Superligi, mamy niezłych bramkarzy, mamy rokujące rozegrania. Trochę mnie martwi postawa skrzydeł, bo powinni grać lepiej, ale wierzę w to, że do meczów ligowych, oni jednak dźwigną ten ciężar i będą grać lepiej niż do tej pory.
Jakie więc będzie miał Pan oczekiwania wobec zespołu w tym sezonie?
Przede wszystkim zaangażowania i bicia się na boisku. Aby było wiadomo, że jak ktoś jedzie do Bydgoszczy, to nie jedzie sobie zagrać meczu ot tak, tylko tam czeka go taka „pralka” i kości mają trzeszczeć.
Celuje Pan w jakieś konkretne miejsce w ligowej tabeli?
Nie lubię składać takich deklaracji o miejscach, chcemy grać jak najlepiej. Mamy niestety ciężki początek, bo zagramy z dwoma kandydatami do awansu w drugiej i trzeciej kolejce, więc naprawdę będzie mocne takie dla nas uderzenie. Myślę, że przed świętami w grudniu będziemy wtedy mogli ocenić, czy ten zespół zdał egzamin, czy go oblał.
Patrząc na atmosferę w klubie, może też trochę na historię, na miasto, to jest w Bydgoszczy potencjał na Superligę?
To jest bardzo dobre pytanie. Potencjał jest tam, gdzie są finanse i gdzie są media. Nie ma mediów - nie ma finansów, a jedno wiąże się z drugim. Patrząc na mapę Polski, to wiadomo, że numerem 1 w Bydgoszczy jest żużel. Chciałbym, żeby na ten numer 2-3 wskoczyła piłka ręczna, ale to też wymaga wkładu. Wiem, że tu działają i sponsorzy, i miasto, i uczelnia, więc warunki startowe są wyśmienite. Niejedno miasto w Polsce nam zazdrości, ale chciałbym odwrócić tę kolejność, żeby to nie Grudziądz w tej okolicy był czołowym zespołem piłki ręcznej, a nasz AZS UKW Bydgoszcz.
Rozmawiał: Sebastian Nowak